A+ A A-

Skolonizowani na śmierć?

Oceń ten artykuł
(9 głosów)
Początek listopada upłynął w Tokio pod znakiem halloweenowej histerii. W  okolicy skrzyżowania typu scramble crossing w Shibuya, które posłużyło jako sceneria w kilku kultowych filmach, m.in. w „Między słowami” czy „Łowcy androidów”, zebrały się tłumy przebranej młodzieży pilnowanej przez 200 policjantów. W tym roku tokijskie Halloween było widowiskowe jak nigdy dotąd i niektórzy przepowiadają, że w niedalekiej przyszłości turyści będą odwiedzali Japonię jesienią nie dla słynnych zmieniających kolor liści koyo, ale dla japońskiej ulepszonej wersji anglosaskiego święta. Wobec faktu, iż ostatnio Japończycy odebrali Szkotom palmę pierwszeństwa w produkcji whisky - dzięki trunkowi Yamazaki Single Malt Sherry Cask, który zdobył nagrodę „najlepszej whisky na świecie”- niewykluczone jest, że japońskie Halloween przyćmi amerykańskie.

Swego czasu kilka osób z piszącej tokijskiej Polonii stoczyło batalię z debiutującą  antropolog – Joanną Bator – o jej artykuł pt. „Kobiety współczesnej Japonii”, który ukazał się w 2002 r. na łamach „Wysokich Obcasów”. Japoniści, i nie tylko, zamieszkali od kilkudziesięciu lat w Kraju Kwitnącej Wiśni bili na alarm, bo nie mogli zgodzić się z tyleż sensacyjną co płytką analizą swojej drugiej ojczyzny popełnioną przez autorkę po niespełna półrocznym pobycie. Joanna Bator argumentowała, że japońska wyobraźnia została skolonizowana…na blond. Japonki o włosach zafarbowanych na złote kinpatsu wpadły w alkoholizm we własnych kuchniach i z rozpaczy zaczęły smażyć frytki. A może było na odwrót – smażyły frytki i ze zgryzoty się rozpiły. Ich mężowie też wpadli w nałóg, ale nie w kuchni, tylko w męskim towarzystwie w stylowych tokijskich barach. I dlatego kobiety w Japonii czują się dyskryminowane. Czy jakoś tak.

Dlaczego wygrzebałam z mroków internetowej pamięci rewelacje kulturoznawcze Joanny Bator? Bo zakładam, że gdyby polska znawczyni japońskiej kultury gościła w Tokio w tym miesiącu, to zapewne zastąpiłaby sformułowanie „skolonizowani na blond”, określeniem „skolonizowani na śmierć”.

Jak do tej pory nikomu jeszcze nie udało się zmienić japońskiej mentalności - a kilka już pokoleń polskich żon próbowało - więc teza Joanny Bator o „skolonizowanej japońskiej wyobraźni” jest równie fikcyjna jak jej porównania nieśmiałych z natury Japończyków o „roślinno-morskich ciałach z czułkami” do Marsjan, gdyż jedzą zieloną czekoladę.  Ale dość już wiwisekcji "Japońskiego wachlarza" - choć to bardzo wdzięczny obiekt. I dowód na to, że aby pisać do rzeczy o japońskiej rzeczywistości warto jednak spędzić tu trochę więcej czasu i nauczyć się języka. Zamiast liczyć, że jak Ruth Benedict się udało, to i nam się upiecze.

Nie chodzi o to, że królowa jest naga, gdyż Joanna Bator niewątpliwie znakomicie włada piórem, ale o to, że królowa stroi się w nie swoje szaty. Czytając "Wachlarz japoński" co chwila doznawałam deja vu i miałam wrażenie, że takie same fragmenty, pomysły, a nawet dialogi gdzieś już widziałam. Nie tylko w książkach Alexa Kerra, takich jak "Psy i demony" i "Utracona Japonia", ale na przykład w książce T.R. Reida "Confucius Lives Next Door" ("Konfucjusz mieszka obok"). I kilku innych, ale to temat na inny artykuł.

A jak spędzili Halloween członkowie tokijskiej Polonii? Młodsze Polki dały się ponieść halloweenowemu szaleństwu i w seksownych kostiumach podbijały Roppongi. Ich starsze koleżanki w ramach bojkotu kultu śmierci pod agidą stowarzyszenia Czaszki i Kości (Skull and Bones) wybrały się na katolicki cmentarz w Fuchu, gdzie znajdują się groby franciszkanów ze słynnym polskim misjonarzem Bratem Zeno na czele. Zenon Żebrowski przybył do Japonii wraz z ojcem Maksymilianem Kolbe w 1930 r. i spędził na misji ponad 50 lat. Więcej informacji na jego temat można znaleźć w wywiadzie z Iwoną Merklejn, która napisała pracę doktorską o polskim zakonniku. http://klikdotsystems.jp/stronapolska/wywiady/bratzeno.html

Cmentarz robi niesamowite wrażenie, bo jest swoistą fuzją katolickiej tradycji i buddyjskich obrządków, okraszoną akcentami pop-kultury 'kawaii'. Groby na cmentarzu w Fuchu nie różnią się specjalnie od grobowców buddyjskich poza tym, że widnieją na nich krzyże, co sprawia dość surrealistyczne wrażenie. Zwłaszcza, że rozpościerają się nad nimi starannie przycięte drzewka typu bonsai albo zanurzone są w bambusowej trawie, a na nagrobkach można czasem zobaczyć otwartą puszkę z napojem wyskokowym, tandente porcelanowe lalki albo nawet rumianego krasnala. Ogólnie rzecz biorąc jest dość, hmm, wesoło.

Ustawianie na grobach ulubionych alkoholi zmarłych to popularny japoński zwyczaj. Kiedy chodziłam z mężem na grób jego matki, zawsze zapalał mentolowego papierosa jej ulubionej marki Pianissimo i z namaszczeniem kładł na nagrobku. Na innych grobach stały puszki z piwem, sake albo chociaż z kawą. Na Okinawie podczas święta zmarłych, Obon, na cmentarzu organizuje się mocno zakrapiane pikniki wśród grobowców. http://mazba.com/30554.

Japończycy trzymają więc się mocno swoich tradycji. Jak cmentarz katolicki, to i owszem, ale z japońskimi cechami. Prawie tak jak kapitalizm u sąsiadów -tylko "z chińskimi cechami". Halloween jest fantastyczny, bo można się przebrać. A Japończycy kochają kostiumy, mundury i mundurki. Nie tylko w pracy i szkole, ale także w klubie sportowym, kuchni, a nawet sypialni. Niedawno japoński narzeczony zaskoczył znajomą Polkę oryginalnym prezentem - w trzecią rocznicę związku zakupił dla siebie fartuch lekarski z zestawem narzędzi do badania ginekologicznego, a dla wybranki swojego serca - fartuch pielęgniarski z obowiązkowym czepkiem. Zakupy zrobił oczywiście w sex shopie. Czy skolonizował naszą rodaczkę?

Ostatnio zmieniany
Więcej w tej kategorii: « Wieloryb w puszce

Skomentuj

Upewnij się że wypełniłeś wymagane informacje w polach oznaczonych (*).
Podstawowy kod HTML jest dozwolony.

Pozostań w kontakcie

© 2010 Polonia.JP

Logowanie lub Rejestracja

Zaloguj się