Błąd
  • JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 169
A+ A A-

Kamakura - zwiedzać czy nie?

Oceń ten artykuł
(2 głosów)
Pomysł na ten artykuł zrodził się w mojej głowie, gdy przypomniałam sobie wypowiedź mojego pierwszego nauczyciela języka japońskiego, że Kamakury nie warto odwiedzać, gdyż jest nudna i oklepana jako miejsce wycieczek. Mam to szczęście, iż sama tam byłam, więc mogę przedstawić swoje zdanie w oparciu o własne doświadczenie.

Kamakura jest niewielkim miastem leżącym ok. 50 km na południe od Tokyo. Posiada doskonałe połączenie kolejowe ze stolicą i Yokohamą, dzięki czemu podróż z Tokyo do Kamakury zabiera niewiele czasu, co czyni ją bardzo częstym miejscem odwiedzin wycieczek ze stolicy jak i obcokrajowców. W latach 1185 do 1333 była faktyczną stolicą Japonii, ale teraz słynna jest głównie z powodu drugiego co do wielkości w Kraju Kwitnącej Wiśni posągu Buddy - Daibutsu.

Pierwszy raz opinię, iż nie warto przyjeżdzać do Kamakury zasłyszałam czas jeszcze przed moją podróżą do Nipponu i ponieważ było to zdanie mojego nauczyciela i jednocześnie osoby organizującej wycieczki, postanowiłam rady posłuchać i w czasie planowania grafiku nie wzięłam tego miasta pod uwagę. Na całe szczęście, podczas jednej z wieczornych wycieczek po okolicznych restauracyjkach w Yokohamie, poznaliśmy z ojcem bardzo sympatyczne japońskie małżeństwo, które gorąco zachęcało nas do zobaczenia wielkiego posągu Buddy. Plan zwiedzania mieliśmy dość napięty ale mimo to, zdecydowaliśmy się zawierzyć opinii mieszkańców i następnego dnia pojechaliśmy do Kamakury.

Podróż z Yokohamy nie zajęła wiele czasu, a obsługa w biurze turystycznym dokładnie wyjaśniła nam jak dostać się do wielkiego Buddy. Ruszyliśmy więc autobusem do świątyni Kotokuin zaciekawieni i pełni energii.

Pierwsze co rzuciło mi się w oczy podczas jazdy komunikacją miejską, to niska zabudowa Kamakury. Po Tokyo i Yokohamie sprawiała przytulne wręcz wrażenie. Nie widzieliśmy też słynnych tłumów, choć to zapewne "wina" terminu w jakim zwiedzaliśmy - środek tygodnia, to nie czas na wycieczki okolicznych mieszkańców.

Sam Daibutsu nie zrobił na mnie takiego wrażenia jak oczekiwałam. Niestety, sądziłam, że te trzynaście metrów wysokości będzie... wyższe. Nie mogę jednak powiedzieć, by posąg mi się nie podobał, ale to nie on mnie urzekł. Moją uwagę przykuła stojąca przed posągiem kadzielnica, na której drzwiczkach wygrawerowane są zdobienia. To po prostu małe arcydzieło, któremu warto się przyjrzeć dokładniej i poznać jego historię.

Po wizycie w Kotokuin nie bardzo wiedzieliśmy, co chcemy jeszcze zobaczyć, postanowiliśmy więc troszkę pospacerować. Kamakura sprzyja takim pomysłom, gdyż nie należy do zbyt dużych miast i odległość pomiędzy Daibutsu a dworcem nie jest zbyt wielka. W czasie rozglądania się po okolicy zauważyliśmy z ojcem, że w równych odstępach umieszczone są znaczki przedstawiające wizerunek jakiejś bogini (dopiero na miejscu zorientowałam się, że chodzi o Kannon) i tak zdecydowaliśmy się ruszyć tym tropem, który zaprowadził nas do kompleksu świątynnego Hasedera.

Ogrody prowadzące do jaskini Kannon o Jedenastu Twarzach zauroczyły mnie swym pięknem widocznym pomimo zimowej pory. Wyżej, na górze, we wnętrzu której wydrążono jaskinię bogini, zobaczyliśmy świątynię z największym drewnianym posągiem Kannon. Na placu przed przybytkiem można spokojnie usiąść i odpocząć, a dym z kadzielnicy sprawia, że taka przerwa jest niezwykle miła. Brakowało mi jeszcze tylko głosów mnichów recytujących sutry. Natomiast tarasu widokowego na placu widać doskonale panoramę miasta, a także plażę.

Dlaczego o tym piszę? Gdyż była, to pierwsza normalna plaża, którą ujrzałam w Japonii, a nie jest to takie oczywiste, ponieważ większość wybrzeża jak i koryta rzek są niestety zabetonowane.

Chętni mogą jeszcze pójść ścieżką wyżej i zobaczyć setki niewielkich posążków Bodhisatthvy, a także cmentarz buddyjski. Trasa nie prowadzi jednak do kolejnego tarasu widokowego, a zakręca w dół z powrotem na plac, pomimo to warto się nią przejść, gdyż widoki są piękne.

W Hasedera spędziliśmy sporo czasu i niestety nie zdołalibyśmy zobaczyć już nic więcej, więc musieliśmy wracać na dworzec. Trasę ze świątyni do stacji pokonaliśmy pieszo, dzięki czemu troszkę dłużej mogliśmy nacieszyć się spokojem Kamakury.

Do hotelu wróciliśmy bardzo zadowoleni z tej nieplanowanej wycieczki.

Podsumowując, nie żałuję, że zdecydowaliśmy się wybrać do Kamakury. Miasto urzekło mnie swoją zabudową, plażą i kompleksem świątynnym Hasedera. Żałuję, że nie mieliśmy więcej czasu, by coś jeszcze zobaczyć i jeśli tylko będę miała okazję, by ponownie przylecieć do Japonii, to chciałabym Kamakurę znów odwiedzić. Natomiast wszelkie osoby mówiące, że to oklepane miejsce i wszyscy tam jeżdżą, niech zastanowią się czy tylko z powodu popularności warto rezygnować z odwiedzenia naprawdę klimatycznej miejscowości.
Więcej w tej kategorii: « Nagoja-miasto XXI wieku

1 komentarz

  • Grey-pippin

    Ja bylam w Kamakurze po lekturze cudownej nastrojowej ksiazki Iso Mutsu (Brytyjki, ktora mieszkala w Kamakurze w latach 20 stych ubieglego wieku) "Kamakura: Fact and Legend." Nie w sezonie turystycznym kiedy Kamakura jest pusta, troche deszczowa i bardzo nastrojowa, i ...uwielbiam to miejsce, odwiedzilam je pozniej jeszcze wiele razy, a najbardziej urzekly mnie swiatynne ogrodyz tych rzadziej odwiedzanych, do ktorych trzeba isc dosc dlugo i wspiac sie dosc wysoko.

    Grey-pippin Link do komentarza

Skomentuj

Upewnij się że wypełniłeś wymagane informacje w polach oznaczonych (*).
Podstawowy kod HTML jest dozwolony.

Pozostań w kontakcie

© 2010 Polonia.JP

Logowanie lub Rejestracja

Zaloguj się