A+ A A-

Ekspedycja samochodowa Kraków - Tokio

Oceń ten artykuł
(4 głosów)
Czy możliwe jest dotarcie do Japonii samochodem? Na pewno tak, w końcu wielu się to udało i to dużo wczesniej kiedy w Rosji nie było jeszcze dróg, którymi można było w miarę komfortowo podróżować. Do pokonania jest ponad 25 tysięcy kilometrów. To zdecydowanie trudne logistycznie zadanie. Wysłużone autko na pewno będzie "kaprysić" no bo czego można wymagać od VW Transportera T4 produkowanego w latach '90? Niektórzy powiedzą "przecież to auto już nie powinno jeździć po drogach". Trasa przejazdu wiedzie od Krakowa aż do Władywostoku a dalej do Tokio, Kioto, Osaki, Shizuoki, Fukui, Kanazawy, Toyamy, Niigaty, Maebashi, Saitamy i Fukushimy. Taki kawał drogi pokonują samochodem oraz wszelką możliwą komunikacją Marta Winkler, Wojtek Bukowicki, Marek Mroczek, Kasia Balas, Grzegorz Łabuz oraz Aleksander Karkoszka. Ich głównym celem jest stworzenie studenckiego projektu dotyczącego życia i działalności wybitnego polskiego etnologa Bronisława Piłsudskiego, który poprzez postać "wielkiego brata” marszałka Józefa został przyćmiony na arenie dziejów historii Polski. Ponadto chcą zawrzeć więź, łączącą polskich i japońskich studentów i nawiązać relacje z Uniwersytetem Tokijskim i jedynym na dalekim wschodzie instytutem polonistyki. Ta wyprawa pomoże również obalić pewne stereotypy dotyczące Polaków i Rosjan a także pokazać, że sam kraj jest przyjazny co z resztą jak można przeczytać dalej okazuje się być prawdą...


Relacja z wyprawy - 1


28.07.2012r.
Ulica Łobzowska. Pakujemy Pinezkę przy wsparciu rodziny i znajomych. Wszystko idzie sprawnie i około godziny 14 żegnamy się z okrzykiem "Kraków-Tokio" na ustach i ruszamy w drogę. Towarzyszy nam nowy członek wyprawy, 7 pasażer Pinezki - żółty Łobzanek. Ruszamy w stronę Rzeszowa, gdzie mamy nagrać audycję dla Radia Rzeszów. Następnie przekraczamy granicę w Korczowej i ruszamy przez Ukrainę.


29.07.2012r.
Przejeżdżamy przez Lwów, cudem udaje nam się ominąć leżącą na środku ulicy oponę (biorąc pod uwagę, że jest noc, stanowi to pewien wyczyn) i zmierzamy w kierunku Kijowa. Na światłach gaśnie nam silnik. Kasia kilkukrotnie próbuje go odpalić, co nie jest łatwe, gdyż zza skrzyżowania, na którym stoimy, bacznie przygląda nam się milicjant, który finalnie nas zatrzymuje. Mówi, że powinniśmy byli w takiej sytuacji postawić za samochodem trójkąt - zarzut tyle absurdalny, co nie pozostawiający złudzeń co do motywów, jakimi kieruje się przedstawiciel władzy. Grześ siada z milicjantem w samochodzie i po negocjacjach kończy się na karze w wysokości 100 Hr. Wjeżdżamy do Kijowa, zostawiamy samochód na parkingu i ruszamy, by co nieco pozwiedzać. Robimy sobie kilka zdjęć z Myszką Miki.

Podczas zwiedzania Kijowa spotykamy pana - fotografa, który prosi nas, byśmy pozowali mu do zdjęcia jako sztuczny tłum spoglądający na plakat z Kliczką. Następnie mijamy polską placówkę, natykamy się na plakat promujący Wawel i docieramy do Soboru Sofijskiego oraz Michałowskiego, przy którym rozdzielamy się - Marek i Wojtek jadą zobaczyć stadion, Kasia, Marta, Grzesiek i Olek zostają by zwiedzić świątynie. Wracamy na parking, gdzie okazuje się, że Pinezka nie chce odpalić. Znajdujemy pobliskiego mechanika, który pomaga nam naprawić autko - odpowiednie części może jednak zakupić następnego dnia, przez co musimy spędzić noc na parkingu. Organizujemy sobie mały piknik przy samochodzie, po czym kładziemy się spać.

30.07.2012r.
Mechanik budzi nas o 6 rano, wymienia zepsute części (kasując nas przy tym na sporą sumę), podpisuje się na Pinezce i ruszamy w dalszą trasę. Po drodze kupujemy arbuza, którego konsumujemy tuż przed granicą z Rosją. Udaje nam się, bez większych trudności, przekroczyć granicę, co niezmiernie nas cieszy. Drogi w Rosji okazują się o wiele gorsze niż te na Ukrainie, są też kiepsko oznaczone. Jest środek nocy, wszyscy są zmęczeni, kilka razy gubimy drogę.

2


31.07.2012r.
Około 7 rano, na postoju zaraz przed wjazdem do Woronieża, spotykamy się z panem, u którego będziemy się mogli przespać. Tuż przed jego domem wjeżdżamy w dwie dziury i uszkadzamy jedną z tylnych opon. Nasz gospodarz jest szalenie gościnnym i pomocnym człowiekiem - oferuje wszelką pomoc, od wskazania najlepszej trasy, aż po zaoferowanie nam własnej, nowej opony jako zamiennika. Dostajemy kawę, herbatę, kanapki i ciastka, siedzimy na werandzie pięknego domku ulokowanego tuż przy lesie i napawamy się odpoczynkiem. Możemy się nareszcie umyć i wyspać na wygodnych łóżkach (gospodarz przeprasza nas, że jedno z nich jest mniej wygodne niż pozostałe). Gościnność, z którą stykamy się w Rosji bije na głowę opiewaną polską gościnność, której na polskim odcinku naszej trasy nie było nam dane doświadczyć.

Zmieniamy koła - z zaciekawieniem przyglądają nam się dzieci naszego gospodarza, Sergieja - Dana i Bogdan. Gospodarze przygotowują ognisko i grilla. W międzyczasie Sergiej podpisuje się na Pinezce. Siadamy wokół ognia - każdy z nas dostaje talerz specjałów: kaszę gryczaną z tradycyjnym sosem, duże kawałki grillowanego mięsa, pomidory z cebulką oraz mizerię. Do tego dostajemy ciemne pieczywo i kwas chlebowy. Po posiłku wracamy do domu. Sergiej przynosi szachy i zasiada do pojedynku z Markiem. Marek zwycięża dwukrotnie. W rozgrywce Polska-Rosja mamy więc 2:0.

01.08.2012.
Rano Sergiej przygotowuje nam dwa termosy - z kawą oraz herbatą, i ruszamy w dalszą drogę. Przednia część bagażnika na dachu jest prawie czarna od owadów. Adresy naszych stron internetowych są niemal nieczytelne. Mijamy kilka policyjnych radiowozów, ale funkcjonariusze uparcie nas ignorują. Odkąd wjechaliśmy do Rosji nie zapłaciliśmy ani jednego mandatu. Tuż przed Samarą mijamy kilka drewnianych domków ze zdobionymi, niebieskimi ramami wokół okiennic. Przejeżdżamy przez Samarę i zatrzymujemy się na stacji benzynowej, przy której rozbijamy namioty i robimy sobie piknik. Wzbudzamy spore zainteresowanie okolicznych ludzi - prosimy jednego z zaciekawionych panów, by podpisał się na Pinezce.


3


02.08.2012
Wstajemy o świcie i ruszamy w dalszą drogę. Po kilku godzinach jazdy w korku lub przy wzmożonym ruchu samochodów, zatrzymujemy się na parkingu przy barze, w którym jemy tradycyjne, małe pierożki. Olek i Marta, przez nieuwagę, wsypują sól do herbaty i kawy - sól trzymana jest w czymś na kształt cukierniczki. Wczesnym wieczorem szukamy miejsca na kolejny nocleg - kusi nas płytka rzeka, przy której spotykamy małego, przyjaznego psiaka. Ruszamy jednak dalej i zatrzymujemy się przy stacji benzynowej, przy której rozbijamy namioty.

Do Czelabińska wyruszamy następnego dnia i docieramy na miejsce około 11. Po drodze gubimy się kilkukrotnie próbując znaleźć market, w którym chcemy zrobić zakupy (przede wszystkim uzupełnić zapas wody).

03.08.2012
Czelabińsk. Zatrzymujemy się przy dużym centrum handlowym, żeby zrobić zakupy, po czym ruszamy w dalszą drogę. Zatrzymujemy się w małej wiosce pod Czelabińskiem, żeby przyjrzeć się pobliskiej cerkwi i porozmawiać z napotkanymi mieszkańcami. Pozwalają nam zrobić kilka zdjęć i podpisują się na Pinezce. Ruszamy dalej w poszukiwaniu jeziora, przy którym moglibyśmy się rozbić - pomagają nam w tym dwaj młodzi chłopcy na motorze. Kąpiemy się w blasku zachodzącego słońca - gdyby nie chmary komarów byłoby idealnie.


04.08.2012
Około 10 ruszamy w dalszą podróż. Drogi są coraz gorsze, mijamy tabuny tirów. Zatrzymujemy się na stacji benzynowej i tankujemy (ku wielkiemu zdziwieniu obsługi) benzynę do 1,5 l butelki - jest nam potrzebna do kuchenki turystycznej. Spotykamy dwóch Anglików zmierzających samochodem do Mongolii - robimy sobie wspólne zdjęcia.

4


05.08.2012
Po całonocnej jeździe zatrzymujemy się na stacji, ok. 50 km przed Nowosybirskiem, żeby trochę odpocząć. Wieczorem szukamy miejsca na nocleg. Jest już ciemno gdy decydujemy się rozbić na przydrożnej polanie w jakiejś wsi. Pada.

06.08.2012
Dojeżdżamy do Krasnojarska, gdzie ma nas przenocować Fiodor. Robimy zakupy, dziewczyny gotują coś na kształt gulaszu z makaronem. Siedzimy do późna rozmawiając i wypoczywając.

07.08.2012
Ruszamy o świcie. Podwozimy Fiodora do pracy i w podzięce za gościnę dajemy mu kilka upominków. Borykamy się z problemem znikającego oleju - ile go nie dolewamy, kontrolka wciąż świeci na zakrętach. Przejeżdżamy przez najgorszy, jak dotąd, odcinek trasy - 40 km drogi w remoncie. Poszukując miejsca na nocleg zbaczamy z tejże drogi i nieopatrznie zagrzebujemy się w błocie. Na szczęście wspólnymi siłami udaje nam się wyciągnąć Pinezkę z tarapatów.

08.08.2012
Dojeżdżamy do Irkucka. Zatrzymujemy się w polskim Kościele. Zabieramy Pinezkę do mechanika - okazuje się, że wszystko jest (w miarę) ok. Mechanicy wymieniają olej i mówią, że trzeba wymienić piastę przy jednym kole, czego nie możemy jednak zrobić od ręki (na zamawiane części trzeba czekać jakieś 2 tygodnie). Postanawiamy, że konieczną wymianą zajmiemy się po drodze. Wracamy do Kościoła, w którym spędzamy noc.

09.08.2012
Zabieramy potrzebne rzeczy, zostawiamy Pinezkę pod Kościołem i ruszamy na wyspę Olchon. Wsiadamy w marszrutkę i pokonujemy nią bardzo kiepską trasę, mijając co chwilę stada krów. Podróż zajmuje nam ponad 5 h. Przeprawiamy się promem przez Bajkał (czekając na prom wchodzimy na pobliski pagórek i robimy sobie kilka wspólnych zdjęć). Docieramy na wyspę, odprowadzamy do hostelu, poznaną w drodze, samotnie podróżującą Angielkę (która nie zna rosyjskiego) i idziemy zjeść tutejszy specjał - rybę Omul (smażoną, wędzoną, suszoną...). Kasia robi sobie sesję zdjęciową z wędzoną rybką (a właściwie tym, co z niej zostaje). O zachodzie słońca rozbijamy namioty. Siadamy na karimatach i obserwujemy spadające gwiazdy długo gawędząc.



10.08.2012
Wstajemy późno. Dzień zaczynamy od uraczenia się wędzonymi rybkami. Grzesiek, Olek i Marek kąpią się w Bajkale. Pomału zbieramy rzeczy i o 16 ruszamy marszrutką w drogę powrotną. Tym razem spotykamy dwoje Polaków podróżujących od przeszło 8 miesięcy (głównie po wschodzie). Opowiadają nam kilka ciekawych historii. W Irkucku jesteśmy ok. 23. Docieramy do Kościoła, pakujemy Pinezkę i ruszamy dalej.

5


11.08.2012
Mijamy Ułan-Ude. Drogi są puste, ale potwornie dziurawe. Z każdym kilometrem krajobraz staje się coraz bardziej monotonny - mijamy lasy, pagórki, krowy i pasące się konie.

12.08.2012
Robimy postój, żeby coś zjeść - otacza nas rój much i os. Obok jacyś panowie młotkiem naprawiają swój samochód. Marek ma dziś urodziny - zatrzymujemy się więc w "zajeździe" Merkury i stawiamy mu z tej okazji obiad. W zamian Maro stawia wszystkim piwo - Ci, którzy mogą piją jego zdrowie, kierowcy zachowują trunek na później. Ruszamy w stronę Chabarowska.

13.08.2012
Dojeżdżamy do Chabarowska. Marek, Grzesiek i Olek udają się do Muzeum Krajoznawczego Miasta Chabarowska - rozmawiają z sekretarzem naukowym (panią Tatianą) na temat prowadzonego przez nas projektu naukowego dotyczącego działalności wybitnego etnografa - Bronisława Piłsudskiego. Pani obiecuje pomóc w poszukiwaniu potrzebnych materiałów i pod koniec spotkania wręcza nam pamiątkową książkę. Po wizycie w muzeum spotykamy się ze znajomym Miszy - Dimy, u którego chwilę odpoczywamy i bierzemy prysznic. Dima obiecuje zakupić potrzebne do wymiany części samochodu, podpisuje się na Pinezce i otrzymuje od nas upominki. Zatrzymujemy się na Placu Lenina, by trochę pozwiedzać i zamieścić kolejną część relacji z naszej wyprawy na facebooku, po czym ruszamy w dalszą drogę - do Władywostoku.

6


14.08.2012
Około 14 dojeżdżamy do Władywostoku. Idziemy na dworzec morski. Okazuje się, że nie ma już biletów na prom. Dostępne były jedynie bilety na rejs 29.08, co uniemożliwiłoby nam powrót w planowanym terminie. Jesteśmy ogromnie zawiedzeni. Nie wiemy co robić. Idziemy do informacji. Okazuje się, że jedyną szansą na zrealizowanie naszej podróży jest samolot. Obawiamy się jednak, że nasz studencki budżet nie wytrzyma takiego wydatku. W pobliskim biurze podróży okazuje się, że możemy kupić bilety lotnicze po okazyjnej cenie - o prawie 200$ taniej niż bilety na prom (wylot 17.08, planowany powrót - 24.08). Pani, która sprzedaje nam bilety jest żywo zainteresowana naszą wyprawą i po długiej rozmowie z Grześkiem proponuje nam nocleg. Umawiamy się, że po zamknięciu biura wspólnie pojedziemy do jej domu. Wracamy do Pinezki. Na szybie znajdujemy napis: „serdeczności, Pacyfik 2012" i podany numer telefonu. Do naszego autka podchodzi Polak, który od 3 miesięcy przemierza na motorze Azję - pierwszy etap w zaplanowanej na półtora roku podróży dookoła świata. Podpisuje się na Pinezce i życzy nam powodzenia w dalszej podróży. Wraz z Mariną (bo tak ma na imię pani z biura podróży) dojeżdżamy do pięknego domu położonego nad brzegiem morza. Poznajemy jej męża - Sergieja i psiaka o imieniu Arczi. Gospodarze przygotowują dla nas kolację. Dawno nie jedliśmy tak wielu wspaniałych potraw. Dostajemy do dyspozycji cztery piętra - każdy ma pokój z łazienką i prysznicem. Z okien roztacza się wspaniały widok na Zatokę Amurską. Długo rozmawiamy z naszymi gospodarzami - okazuje się, że Sergiej, który pochodzi z Białorusi, ma polskie korzenie. Marina opowiada nam o swoich przodkach - jej dziadek (razem z pięcioma braćmi) polował gołymi rękami na tygrysy amurskie.



15.08.2012
Razem z Sergiejem zwiedzamy Władywostok - oglądamy łódź podwodną S-56, która zatopiła 12 niemieckich okrętów podczas drugiej wojny światowej. Prawdopodobnie jako pierwsi Polacy przejeżdżamy przez trzy, niedawno oddane do użytku mosty, które połączyły centrum Władywostoku z pobliskimi półwyspami. Wracając robimy zakupy i przygotowujemy typowo polski posiłek - kotlety schabowe, ziemniaki i mizerię.


16.08.2012
Jedziemy do Muzeum Etnograficznego, towarzyszy nam Marina. Dzięki jej pomocy udaje nam się zebrać cenne informacje na temat wybitnego etnografa, badacza Syberii i ludu Ajnów, polskiego zesłańca - Bronisława Piłsudskiego, którego pamięć została przyćmiona przez brata - marszałka Polski, dowódcę Drugiej Brygady Legionów Polskich, wielkiego wizjonera i polityka, Józefa Piłsudskiego. Zapoznajemy się ze zbiorami, pracownicy udzielają nam wszelkich potrzebnych informacji. W prezencie dostajemy publikację zawierającą reprodukcje zbiorów Bronisława Piłsudskiego. Poznajemy losy innych polskich zesłańców, w tym bardzo zasłużonej dla rozwoju Dalekiego Wschodu rodziny Jankowskich. Po wizycie w Muzeum udajemy się do oceanarium - mamy nadzieję zobaczyć rekiny, ośmiornice, foki i delfiny, itd. Tymczasem okazuje się, że największą atrakcją tutejszego oceanarium jest jesiotr amurski, a najciekawsze okazy są zakonserwowane w formalinie. Podziwiamy kilka wypchanych fok i plastikowy model rekina pomalowany farbami. Jesteśmy ogromnie zawiedzeni. Wieczorem przyjeżdża córka Mariny i Sergieja - Lena ze swoim mężem. Wspólnie zasiadamy do kolacji. Obok wyszukanych kanapek podano kurczaka, sałatkę z japońskich wodorostów, gotowane jajka z ikrą łososia i wiele innych potraw, po których zaserwowano ciasta z serem i jabłkami oraz orzechami i miodem. A Ty, co jadłeś na kolację?


w Japonii...


17.08.2012
Lecimy do Tokio. Na lotnisku w Naricie jesteśmy około godziny 14. Wsiadamy w metro i po około godzinie docieramy do Shibuyi, robimy sobie pamiątkowe zdjęcie ze słynnym pomnikiem Hachiko, psa, który 11 lat po śmierci swojego pana nadal wiernie na niego czekał przy stacji, aż sam umarł. Idziemy do Harajuku, gdzie jemy tradycyjny ramen i pierożki gyoza. Spędzamy noc w parku razem z wielkimi robalami.


18.08.2012
Wstajemy około 6 i idziemy na słynny tokijski targ rybny, z którego pochodzi 1/4 produktów rybnych całej Japonii. Kupujemy tuńczyka i łososia, które konsumujemy na surowo. Mijamy ogromne centrum handlowe i wsiadamy w pociąg do Ueno. Zwiedzamy okolicę i idziemy do muzeum, w którym zobaczyć można słynną "Dziewczynę z perłą" Vermeera. Około 15 wracamy do Shibuyi, gdzie pod pomnikiem Hachiko spotykamy się z Maćkiem, studentem mieszkającym od roku w Tokio. Idziemy razem na typowe japońskie curry, odwiedzamy sklep z mangą. Marek ogląda Stadion Narodowy, po czym wszyscy udajemy się do parku, w którym podziwiamy świątynię Meiji i ozdobione beczki sake. Następnie podziwiamy Tokio nocą z Metropolitan Government Building, który ma 243m. Potem idziemy napić się tradycyjnego sake z Maćkiem i jego japońskimi znajomymi.



19.08.2012
Jedziemy do Asakusy. Zwiedzamy cały kompleks świątyń. Okazuje się, że jest już zbyt późno, by wyjechać dziś do Nikko, więc decydujemy się nocnym autobusem udać do Kioto. Każdy spędza pozostałą część dnia we własnym zakresie - Marek i Grzesiek idą na najwyższą na świecie wieżę - Tokyo Sky Tree, gdzie jedzą sushi z taśmy, Olek z Kasią i Martą odwiedzają zoo w Ueno, a Wojtek zwiedza pozostałą część Asakusy oraz wielką dzielnicę handlową, Ginzę. Wieczorem spotykamy się i ruszamy do Kioto.


20.08.2012
W Kioto zwiedzamy świątynie na wzgórzach Kiyomizu, zamek Nijo, Złoty Pawilon, Park Cesarski oraz wiele innych miejsc. Wieczorem rozdzielamy się na dłużej - Marek i Olek wsiadają do autobusu do Tokio, by następnego dnia wyruszyć na Fuji. Pozostała część ekipy znajduje przytulny park, w którym spędza noc.



21.08.2012
Marek i Olek po przybyciu do Tokio jadą na plażę, po czym wsiadają w pociąg, przejeżdżają przez Tęczowy Most, docierają do Shibuyi, skąd pociągiem dotrą pod Fuji. Potem ostatnim busem po różnych przygodach z przesiadkami (kierowca autobusu podwozi ich prywatnym samochodem) dostają się na 5. stację, skąd mogą zacząć wędrówkę na najwyższą górę Japonii. Na szczyt docierają o 3.30, a już godzinę później podziwiają wschód słońca, po czym schodzą, co zajmuje im ok. 4-5h.


Grzesiek, Wojtek, Marta i Kasia zwiedzają Osakę. Zwiedzają najstarszy w Japonii, 8-piętrowy zamek, gdzie na każdym piętrze znajduje się wystawa, a na ostatnim można podziwiać widok na miasto. Próbują kulinarnej specjalności Osaki, jaką jest okonomiyaki, po czym udają się do największego na świecie oceanarium. Widok ławicy ryb hipnotyzuje ich na tyle, że wychodzą z oceanarium zdecydowanie zbyt późno. Cudem udaje im się zdążyć z powrotem do Kioto na nocny autobus do Hiroszimy. Tu następuje kolejne rozdzielenie - Wojtek ten nocy wraca do Tokio.


22.08.2012
Marek z Olkiem spędzają dzień w Tokio, po czym po południu udają się do Nikko, gdzie spędzają noc. Wojtek w tym czasie zwiedza kilka tokijskich parków oraz udaje się na wybrzeże, a także kupuje sobie bilety, by jutro z samego rana wyruszyć do Nikko. Pozostała część ekipy w Hiroszimie zwiedza Park Pokoju, Katedrę Wojny Atomowej, muzeum poświęcone zdarzeniom związanym z wybuchem bomby atomowej oraz Dzwon Pokoju i Pomnik Dzieci. Muzeum robi ogromne wrażenie. Wieczorem wyruszają do Tokio.



23.08.2012
Wszyscy oprócz Grześka, który zdecydował się pojechać tego dnia nad ocean, reszta przypadkiem spotyka się tego dnia w Nikko. Najwcześniej są tu Olek z Markiem, którzy spędzili tu noc. Wojtek przybywa tu o 9, a Kasia z Martą o 13. Zwiedzamy kompleks świątyń, z których trzy znajdują się na światowej liście dziedzictwa Unesco. Jesteśmy wszyscy oczarowani i możemy się zgodzić z japońskim przysłowiem "Nie mów kekko (wspaniały), póki nie zobaczysz Nikko". Wieczorem wracamy do Asakusy, Kasia z Martą idą do publicznej łaźni. Dla odmiany tej nocy śpimy w parku.

24.08.2012
Rano rozdzielamy się, każdy załatwia swoje ostatnie sprawy. Około 13 ruszamy na lotnisko. Około 21 jesteśmy we Władywostoku. Przed północą dojeżdżamy do Siergieja, który już czeka na nas z otwartą bramą. Gospodarze witają nas ciepłą kolacją. Czujemy się jak w domu.

fot. Aleksander Karkoszka

Skomentuj

Upewnij się że wypełniłeś wymagane informacje w polach oznaczonych (*).
Podstawowy kod HTML jest dozwolony.

Pozostań w kontakcie

© 2010 Polonia.JP

Logowanie lub Rejestracja

Zaloguj się