Błąd
  • JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 167
A+ A A-

Zimowy karnawał Yuki Matsuri (część I)

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Oczarowany śniegiem, poeta Bashō pisał „Pójdźmy podziwiać śnieg, aż do zapadnięcia się”. W czasie swoich wędrówek od­­wiedził on północną Japonię, nie dotarł jednak nigdy na Hok­kaido. Gdyby mu się to udało, ujrzałby krainę równie śnieżną i pięk­ną. Zimą biały żywioł bierze we władanie Północną Wyspę. O tej porze roku ujawnia się w pełnej krasie jej piękno i potęga. Otoczona ze wszech stron wo­dami, z pokorą przyjmuje uderzenia słonych fal, nio­są­cych połacie kier, chłostanie mroźnych wiatrów i niekończące się opady śniegu. Kraj­obraz tonie w bieli. Robi się zimno, naprawdę zimno.

Yuki MatsuriYuki Matsuri Stolicę Hokkaido opanowuje dodatkowo żywioł ludzki - siły samo­obrony, choć, w przeciwieństwie do wszędobylskiego śniegu, kon­cen­tru­ją się one w centralnej Alei Ōdori i podmiejskiej Tsudanumie. Ulicami krążą ciemnozielone gaziki oraz wielkie ciężarówki wyładowane białą masą. To nie są manewry w centrum miasta, ani próba ge­neralna akcji ratunkowej na wypadek wielkiego trzęsienia zie­mi, ani tym bardziej wsparcie miejskich służb odśnieżania. Wprost prze­ciw­nie… dośnieżana jest główna arteria. Nie zemsta to jednak, po­mył­ka czy spisek. Znak to, że wielkimi krokami zbliża się Festiwal Śniegu.

Organizatorzy zimowego święta jedno wiedzą na pewno. Śniegu nie zabraknie. Nad tym, czy tej zimy spadnie czy nie, nikt się w ogóle nie zastanawia. Nikt nie rozmyśla, czy będzie go mało czy dużo. Jedyną niewiadomą jest to, czy będzie go dużo, bardzo dużo, czy też bardzo, bardzo dużo. I choć śnieżne dni przeplatają się z krótkimi odwilżami, miasto przez wiele miesięcy skąpane jest w bieli. Właśnie wtedy, w pierwszej połowie lutego, gdy zima najbardziej daje się we znaki, na siedem dni Sapporo opanowuje śnieżne szaleństwo Yuki Matsuri.

Początki zimowej zabawy sięgają 1950 roku, kiedy to uczniowie po raz pier­w­szy stworzyli sześć śnieżnych rzeźb. Spodobały się. Ktoś wpadł na pomysł, że można by postawić ich więcej. Pięć lat później do­łączyli żoł­nierze sił samoobrony, tworząc pierwszy olbrzymi monument. Gdyby nie wojsko, festiwal pewnie nie urósłby i nie uzyskał światowego roz­głosu. Jednak nie tylko mundurowi zajmują się tworzeniem rzeźb. Rów­nież cy­wile, reprezentujący firmy, stowarzyszenia, organizacje, grupy ochot­ni­ków i międzynarodowe zespoły konkursowe, w trzech miejscach, co roku w pocie czoła zmagają się ze śnieżnym żywiołem.

Pierwszym z nich jest pas trawników zwany Parkiem Ōdori, wzdłuż alei o tej samej nazwie, ciągnącej się ze wschodu na zachód i dzielącej Sap­po­ro­ na dwie części. Tu powstaje najwięcej rzeźb, z których festiwal jest znany. Drugim miejscem były do niedawna koszary Lądowych Sił Samoobrony w dziel­nicy Makomanai, zastąpione przez Park Satoland, który z kolei ustąpił miejsca pobliskiemu Tsudome. Trzecią lokalizacją jest popularna dzielnica rozrywki Susukino, lecz o niej w następnym odcinku.

Festiwalowe rzeźby tworzy się ze śniegu lub lodu. Różnią się one po­między sobą rozmiarami. Najokazalsze są ponad piętnastometrowej wy­so­kości i kilkudziesięciometrowej szerokości. Do ich budowy zużywa się pięćset pięciotonowych ciężarówek ze śnieżnym ładunkiem. Współtworzy je zespół złożony z sił samoobrony, straży pożarnej i człon­ków „Grupy Budowy Wielkich Rzeźb Śniegowych”. Średniej wielkości dzieła wyma­ga­ją trzystu ładunków śniegu. Konstruują je co roku trzy wyselekcjono­wa­­ne formacje. Na najmniejsze rzeźby potrzeba „jedynie” dwustu trans­por­tów. Lepi je ponad sto pięćdziesiąt grup i pojedynczych twórców, ustę­pu­jąc mundurowym technicznymi możliwościami, ale nie zapałem.

W czasie festiwalu miasto ozdobione jest ponad trzystoma śnieżnymi rzeźbami. Pomimo obfitych, naturalnych opadów, do ich tworzenia, śnieg zwozi się już od początku stycznia ze strefy przemysłowej, mieszczącej się na północ od Sapporo, w zatoce Ishikari. Miłośnicy statystyk mnożą i sumują liczbę transportów i rzeźb, próbując odgadnąć masę i objętość zu­żywanego śniegu. Wyniki różnią się jednak dość znacznie, a zada­nie jest chyba niewykonalne, bo często pada nowy śnieg, a stary topi się i zamarza.

Największe rzeźby powstają zgodnie ze szczegółowo opracowanym i roz­planowanym grafikiem, doskonalonym przez ponad półwieczny ok­res zimowych zmagań. Nie ma mowy o spontanicznym szaleństwie. Nie ma rów­nież miejsca na chaos. Wystarczającą ich dawkę przynieść może sama natura.

Najpierw ustawiane są trzy ściany rusztowań, podobnych do stosowa­nych na tradycyjnych budowach. Od wewnętrznej strony mocowane są do nich drewniane płyty. Powstały w ten sposób szkielet może mieć od dzie­sięciu do piętnastu metrów wysokości. Na jedyną nieosłoniętą stronę zwo­zi się i wsypuje śnieg. Krążące po nim ciężkie pojazdy na gąsienicach, ubijają go w twardą, zwartą masę. W przypadku gigantycznych monu­men­tów ma ona kształt prostopadłościanu.

Yuki_Matsuri_2Yuki_Matsuri_2Następnie usuwane są drewniane panele. W ruch idą piły elektryczne, ki­lo­fy, młoty i dłuta. Rusza obróbka rżnięciem, rąbaniem, dłubaniem i skra­waniem. Zgodnie z projektem, toporami wykuwa się zarysy kształtów, a po­tem zaczyna się żmudne wielodniowe rzeźbienie. Codziennie, przez kilka tygodni, siły samoobrony walczą z zimnem i milionami białych płatków, wirującymi w powietrzu i zasłaniającymi cały świat. Co szósty stacjonujący w okolicy żołnierz skierowany jest do pracy przy śniegu. Wzdłuż Ōdori, z rozmieszczonych na barakach głośników, punktualnie za pięć dwunasta dobiega krótka melodia mechanicznego dzwonka, po czym rozglega się głośny komunikat: „Oddział A15, pięć minut przerwy”. Lata doświadczeń w budowaniu śniegowych konstrukcji, sprawiły, że pra­ca idzie gładko. Ze śnieżnych bloków wyłaniają się powoli pierwsze kształ­ty, z każdym dniem coraz bardziej przypominające przygotowane wcześ­niej miniaturowe modele. Nadchodzi pora na szlifowanie i praco­chłonne roboty nad doskonaleniem detali. W końcu usuwane są rusztowa­nia i po dwóch tygodniach ciężkiej pacy wielkie rzeźby ukazują się wzro­kowi przechodniów.

Siły samoobrony realizują harmonogram punkt po punkcie, z mundu­ro­­wą precyzją, pełną dyscypliną i profesjonalizmem. Człowiek jest moc­nym punktem planu, najpewniejszym i najbardziej niezawodnym jego elementem. Przyroda bowiem, gdy o śniegu mowa, w Sapporo wprawdzie rów­nie niezawodna, potrafi jednak płatać figle, wnosząc nie­pokój w umys­­ły miejscowych notabli i osób odpowiedzialnych za or­ga­nizację tygod­nio­we­go święta. Czasem tuż przed oficjalnym otwarciem nastanie kilka dni odwilży, albo pięknych i wściekle słonecznych przedpołudni. Zbite bryły śniegu, nie topią się łatwo, giną jednak misterne szczegóły. Siły samoob­ro­ny, w przeciwieństwie do polityków i działaczy, nie wpadają w panikę. Ze spokojem dowożą dodatkowe porcje śniegu i uzupełniają ubytki. Wszyst­ko jest co roku zapięte na ostatni guzik. Pomimo psikusów natury, polity­cz­nych skandali, nieciekawych prognoz gospodarczych, lub przeciwnie, euforii z wyraźnych oznak poprawy sytuacji gospodarczej.

Mniejsze rzeźby powstają na bazie sześcianów. Prace rzeźbiarskie to­czą się zgodnie z tą samą procedurą, co przy wielkich pomnikach. Trwają jednak znacznie krócej i nie wymaga takiej organizacji ani środków. W dni powszednie wolontariusze, rezygnując z odpoczynku, realizują śnież­ne projekty po pracy, między siódmą a dziesiątą wieczorem. W week­endy robota wre już całymi dniami.

Jeszcze przed przybyciem zwiedzających, gdy nocą śnieg przysypie rzeźby, przy pomocy specjalnych urządzeń pracownicy zdmuchują świeże warstwy białych płatków. Strącane są też rosnące w szybkim tempie sople lodu. Po porannej kosmetyce wyrzeźbione szczegóły znów cieszą oko pięknem i precyzją. W ciągu dnia festiwalowi pomocnicy na bieżąco odśnieżają przyprószone miejsca plastikowymi miotełkami.

W pierwszej połowie lutego następuje uroczyste otwarcie festiwalu. Na terenie jednostki wojskowej w dzielnicy Makomanai gra wojskowa or­kie­s­tra dęta, kwiecistym językiem snują mowy działacze, politycy i or­­ga­nizatorzy. Rozlegają się brawa, a po nich dzieci przejmują władzę nad kosza­­rami. Tak zaczyna się największe zimowe szaleństwo w północnej Japonii.

 

Tekst powstał w oparciu o rozdział w książce „Hokkaido - Japonia bez gejsz i samurajów” (Wydawnictwo Mantis, Olsztyn 2006)

HOKKAIDO_OKLADKAHOKKAIDO_OKLADKA

 

Zapraszam do lektury oraz odwiedzenia strony książkowej:

www.hokkaido.com.pl

Ostatnio zmieniany

Pozostań w kontakcie

© 2010 Polonia.JP

Logowanie lub Rejestracja

Zaloguj się