Zimowy festyn nie kończy się na śnieżnej zabawie w centrum i na obrzeżach Sapporo. Dodatkowe atrakcje odnaleźć można w dzielnicy rozrywki Suskino, gdzie od dwudziestu pięciu lat obchodzony jest Festiwal Lodu (Susukino-no Kōri no Saiten), młodszy brat Festiwalu Śniegu.
Za każdym razem, gdy odwiedzałem to miejsce wyczuwałem tu bajkowy i magiczny nastrój. Przy wejściu gości witał szintoistyczny chram. Organizowaną u jego stóp ceremonię otwarcia poprzedziła, prowadzona przez dzielnicowego kaznodzieję, zbiorowa modlitwa o pokój i bezpieczeństwo. Kilkusetmetrowy odcinek ulicy Dworcowej, pomiędzy czwartą a siódmą przecznicą południową, wypełniały podświetlane rzeźby lodowe. Najbliżej wejścia ciągnęły się dwa rzędy kryształowych smoków, lwów, niedźwiedzi, koni, łabędzi, orłów, łososi, karpi oraz setek innych ryb, ssaków, płazów, gadów i owadów. Wszystkie mieniły się w świetle reflektorów i fleszy. Na drugiej przecznicy, w przezroczystej bryle lodowego pałacu zatopiono wielkie, czerwone kraby o cienkich i długich nogach, pomarańczowe karpie, skorupiaki, małże, rozłożyste ośmiornice i kałamarnice. W czasie gdy dorośli zgadywali jak niektóre z tych stworzeń się nazywają, dzieci pędziły już do następnej rzeźby, gdzie każdy dosiąść mógł lodowego rumaka. Ustawione w połowie ulicy punkty oferowały gorącą amazake (w dosłownym tłumaczeniu — słodką sakę, gęsty, słodki napój ze sfermentowanego ryżu, pozostałego po produkcji ryżowego wina, w wersji de luxe serwowany z utartym imbirem) oraz kanzake (podgrzewaną sake), lokalną whisky i inne mocniejsze trunki. Całość, na południowym krańcu, wieńczyła grupa kilkudziesięciu malutkich, uśmiechniętych baławanków.
Podniosła atmosfera w czasie festiwalu, była nieco odmienna od typowej dla Susukino frywolności i luzu, być może ze względu na kryształowy blask i piękno lodowych dzieł, wywołujących podziw i skupienie. Zginęli gdzieś naganiacze, zdjęcia półnagich hostess i reklamy nocnych klubów. Znacznie więcej niż zwykle było rodziców z uśmiechniętymi pociechami.
Powróćmy jednak na główną scenę Yuki Matsuri.
Nieprzebrane tłumy sunęły na codzień powoli od jednej rzeźby do drugiej we wszystkich trzech lokalizacjach. Zabawiały ich dodatkowo gwiazdy telewizji, profesjonalne i amatorskie zespoły muzyczne oraz taneczne, sztukmistrze, grupy gospelowe, szansonowe i chóry. Nad ściśniętymi głowami unosiła się mgiełka ludzkich oddechów. Z każdym dniem na rzeźbach osiadały miejskie opary i pyły. Śnieżnobiała biel, przyjmowała coraz to intensywniejsze odcienie szarości, przypominając, iż to co piękne nie trwa wiecznie. Nadszedł ostatni dzień, wypełniony przez uroczyste zakończenie, przemówienia i fajerwerki. Zaraz potem tłum zmęczonych gości wypełnił dworzec kolejowy i lotnisko.
Następnego dnia wczesnym rankiem, pomimo śnieżnej zawieruchy, wojsko pospołu z cywilami przystąpiło do zaplanowanej i bezwzględnie realizowanej destrukcji. Na wielkie postumenty wdzierały się pełznące na gąsienicach koparki, krusząc kolejne fragmenty rzeźb. Roztrzaskana do połowy, piętnastometrowa replika zamku wyglądała jak po precyzyjnym ataku artyleryjskim. Z każdym zagarnięciem metalowych szczęk ginęła kolejna flanka, aż w końcu znikła całość, zamieniając się w hałdę śnieżnego gruzu.
W ciągu tygodnia dwa miliony gości z całego świata odwiedza zimowy festiwal w Sapporo, a przecież w święcie biorą udział też miejscowi. Prawie trzysta tysięcy osób przemierza co dzień półtorakilometrowy odcinek Alei Ōdori, ulicę Dworcową w Suskino i koszary w Makomanai. Najzabawniej wyglądają przybysze z ciepłych krajów. Nie mogąc uwierzyć, że wielkie rzeźby rzeczywiście wykonane są ze śniegu, żywo komentują, chichoczą i nieśmiało dotykają podstawy postumentów. „To naprawdę śnieg!”, co chwila zakrzyknie ktoś w egzotycznym języku i rusza lawina chętnych do dotykania, głaskania i pozowania do pamiątkowych zdjęć.Festiwal Śniegu skupia jak w soczewce to, o czym się mówi i pisze w japońskich mediach, co jest popularne, modne, podziwiane i aktualne. Są więc śnieżne podobizny najbardziej znanych postaci ze świata sportu czy sztuki, a także rzeźby, które nawiązują do obchodzonych rocznic i dużych imprez. Co roku zwiedzających zaskakują nowe konstrukcje. Pomysłowość ograniczają jedynie wyobraźnia, przyzwoitość i prawa fizyki. Część projektów wybierana jest w publicznych konkursach spośród przesyłanych przez dzieci i dorosłych.
Tekst powstał w oparciu o rozdział w książce „Hokkaido - Japonia bez gejsz i samurajów” (Wydawnictwo Mantis, Olsztyn 2006)
Zapraszam do lektury oraz odwiedzenia strony książkowej:
