To już ostatni odcinek serii o potrawie z baraniny. Pora więc na podsumowania.
Czyngis-chan jest więcej niż tylko daniem, jest rytuałem praktykowanym z ochotą przez społeczeństwo Połnocnej Wyspy i nie tylko. Zakup ingrediencji, ich przygotowanie, pichcenie, wreszcie samo jedzenie oraz picie są doskonałym pretekstem do spotkań, pogaduszek, zawiązywania i zacieśniania więzi międzyludzkich. Jest czymś bardzo ważnym w życiu Japończyka z Hokkaido. Jest również stałym punktem letniego programu, integratorem wysoko cenionym przez wielu obcokrajowców. Więcej, bywa tak dalece cenionym, że często staje się głównym sposobem na spędzanie wolnego czasu. Dlatego czyngis-chana nie należy traktować li tylko jako potrawy, ale chyba przede wszystkim jako zjawisko kulturowe, z działu „Integracja społeczna”. Pracują więc wszyscy „wespoł w zespoł”, szczególnie pilnie młodsi i kobiety. Rozpalają węgiel drzewny, kroją mięso i warzywa, rozlewają napoje, rozdają naczynia i pałeczki. Potem smarują rozgrzane naczynie tłuszczem, okładają je mięsem, obracają by się nie przypaliło, a na koniec dodają warzywa. Wokoło unosi się niepowtarzalny zapach baraniny z grilla i długie nitki armoatycznego dymu. Rozmowy i kolejne toasty wypełniają czas oczekiwania na konsumpcję. Z każdą chwilą atmosfera staje się swobodniejsza. A po skończonym grillu wszyscy, którzy mogą ruszać członkami, ochoczo zabierają się do zbierania wszelkich „pozostałości”, zarówno śmieci, jak i niedysponowanych towarzyszy. Po odejściu grillujących, co najwyżej pozostaje wygnieciona trawa. Wszystkie papierki, ogryzki, pałeczki i plastikowe naczynia są posortowane i spakowane do plastikowych worków i bezwzględnie odstawione na wyznaczone miejsca. Uczestników zabawy, którzy mają trudności ze znalezieniem drogi do domu, otacza się troskliwą opieką, odprowadza lub przynajmniej „wrzuca” do taksówki. Zadziwia dbałość o członkow grupy.
Jak ważnym elementem spotkania jest grupowe przyrządzanie potrawy, niech świadczy fakt, że w zadaszonej wersji czyngis-chana, gdzie do dyspozycji są stoły, nie dostajemy po prostu gotowej potrawy, ale surowe porcje na wielkich połmiskach. Sami musimy się obsłużyć na gazowej (najczęściej) wersji „hełmu” czyngis-chana.
****
Po pionierskiej restauracji pana Matsui dziś już nie ma śladu. Pojawiać zaczęły się za to tysiące innych, rozrzuconych po całym Archipelagu Japońskim. Historia okazała się sprawiedliwa i to właśnie Hokkaido, a przede wszystkim Sapporo, późno, lecz zasłużenie, uczyniła światową stolicą baraniego grilla. Przyrządzany w miejscowych restauracjach czyngis-chan, jest stałym punktem kulinarnego programu wszystkich wycieczek przybywajacych na Połnocną Wyspę.
Tekst powstał w oparciu o rozdział w książce „Hokkaido - Japonia bez gejsz i samurajów” (Wydawnictwo Mantis, Olsztyn 2006)
Zapraszamy do lektury oraz odwiedzenia strony książkowej:
