Strona nawiązuje do tradycji "Gazety Klubu Polskiego w Japonii" oraz "Gazety Polskiej w Japonii" wydawanych w latach 1998 - 2008 oraz do spuścizny Klubu Polskiego w Japonii działającego w latach
1998 - 2006.
A+ A A-

Baranina po japońsku (część IV)

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

To już ostatni odcinek serii o potrawie z baraniny. Pora więc na podsumowania.

Czyngis-chan jest więcej niż tylko daniem, jest rytuałem praktykowanym z ochotą przez społeczeństwo Połnocnej Wyspy i nie tylko. Zakup ingrediencji, ich przygotowanie, pichcenie, wreszcie samo jedzenie oraz picie są doskonałym pretekstem do spotkań, pogaduszek, zawiązywania i zacieśniania więzi międzyludzkich. Jest czymś bardzo ważnym w życiu Japończyka z Hokkaido. Jest również stałym punktem letniego programu, integratorem wysoko cenionym przez wielu obcokrajowców. Więcej, bywa tak dalece cenionym, że często staje się głównym sposobem na spędzanie wolnego czasu. Dlatego czyngis-chana nie należy traktować li tylko jako potrawy, ale chyba przede wszystkim jako zjawisko kulturowe, z działu „Integracja społeczna”. Pracują więc wszyscy „wespoł w zespoł”, szczególnie pilnie młodsi i kobiety. Rozpalają węgiel drzewny, kroją mięso i warzywa, rozlewają napoje, rozdają naczynia i pałeczki. Potem smarują rozgrzane naczynie tłuszczem, okładają je mięsem, obracają by się nie przypaliło, a na koniec dodają warzywa. Wokoło unosi się niepowtarzalny zapach baraniny z grilla i długie nitki armoatycznego dymu. Rozmowy i kolejne toasty wypełniają czas oczekiwania na konsumpcję. Z każdą chwilą atmosfera staje się swobodniejsza. A po skończonym grillu wszyscy, którzy mogą ruszać członkami, ochoczo zabierają się do zbierania wszelkich „pozostałości”, zarówno śmieci, jak i niedysponowanych towarzyszy. Po odejściu grillujących, co najwyżej pozostaje wygnieciona trawa. Wszystkie papierki, ogryzki, pałeczki i plastikowe naczynia są posortowane i spakowane do plastikowych worków i bezwzględnie odstawione na wyznaczone miejsca. Uczestników zabawy, którzy mają trudności ze znalezieniem drogi do domu, otacza się troskliwą opieką, odprowadza lub przynajmniej „wrzuca” do taksówki. Zadziwia dbałość o członkow grupy.

Jak ważnym elementem spotkania jest grupowe przyrządzanie potrawy, niech świadczy fakt, że w zadaszonej wersji czyngis-chana, gdzie do dyspozycji są stoły, nie dostajemy po prostu gotowej potrawy, ale surowe porcje na wielkich połmiskach. Sami musimy się obsłużyć na gazowej (najczęściej) wersji „hełmu” czyngis-chana.

****

Po pionierskiej restauracji pana Matsui dziś już nie ma śladu. Pojawiać zaczęły się za to tysiące innych, rozrzuconych po całym Archipelagu Japońskim. Historia okazała się sprawiedliwa i to właśnie Hokkaido, a przede wszystkim Sapporo, późno, lecz zasłużenie, uczyniła światową stolicą baraniego grilla. Przyrządzany w miejscowych restauracjach czyngis-chan, jest stałym punktem kulinarnego programu wszystkich wycieczek przybywajacych na Połnocną Wyspę.



Tekst powstał w oparciu o rozdział w książce „Hokkaido - Japonia bez gejsz i samurajów” (Wydawnictwo Mantis, Olsztyn 2006)

 

Zapraszamy do lektury oraz odwiedzenia strony książkowej:

 

www.hokkaido.com.pl

okladka_ksiazka_o_hokkaidookladka_ksiazka_o_hokkaido

Ostatnio zmieniany poniedziałek, 12 grudzień 2011 02:17
Piotr Milewski

Urodził się w Chełmie, wychował w Opolu, studiował w Poznaniu, Wiedniu, Pasawie, Filadelfii i Otaru. W 2003 roku, przy okazji trzeciej wizyty na Wyspach Japońskich, postanowił zostać tu dłużej. Mieszka w Japonii do dziś. Z zamiłowania podróżnik, pisarz i fotograf. Publikuje w polskich i japońskich czasopismach. Współautor książki „Hokkaido - Japonia bez gejsz i samurajów” (www.hokkaido.com.pl). Przygotowuje właśnie książkę o podróży koleją transsyberyjską.

Komentarze

© 2010 - 2012 Polonia.JP

Logowanie lub Rejestracja

Zaloguj się